Co mają wspólnego: drzemki, woda i planowanie spotkań o niepełnej godzinie? Wszystko to elementy, które warto brać pod uwagę ucząc się zarządzania energią. I nie mówimy tu o tej, która płynie w gniazdku, ale która napędza nas każdego dnia przez całe życie. Jak sprawić, żeby starczyło jej na dbanie o siebie i produktywną pracę? Co zrobić, żeby „wewnętrzne baterie” nie wyczerpały się na długo przed emeryturą? I wreszcie – dlaczego to takie ważne?  Na te i wiele innych pytań odpowie nasz dzisiejszy gość dr hab. Andrzeja SilczukaNikolay Kirov, ekspert w zakresie przywództwa negocjacji i zarządzania energią osobistą, wykładowca akademicki, twórca autorskich programów rozwojowych i publikacji naukowych.  

00:00:00 Wprowadzenie
00:00:58 Czym jest energia życiowa
00:01:41 Dlaczego czujemy się wyczerpani po pracy
00:04:16 Dieta niskoinformacyjna
00:07:26 Nadmiar informacji, FOMO i foobing
00:09:16 Relacje jako źródło dobrostanu
00:11:42 Energia twórcza i destrukcyjna
00:16:21 Wypalenie zawodowe
00:24:09 Rola pracodawcy w dbaniu o energię pracowników
00:26:51 Jak ustawiać priorytety
00:35:33 Zarządzanie energią rano i wieczorem

Transkrypcja

Dr hab.Andrzej Silczuk: Witam Was w przestrzeni Multi.Life. Program „Dobrzepowiedziane”, Andrzej Silczuk. Dzisiaj jest ze mną ekspert w zakresieprzywództwa, negocjacji i zarządzania energią osobistą. Osoba z wieloletnimdoświadczeniem w pracy z liderami biznesu. Jest wykładowcą akademickim, twórcąautorskich programów rozwojowych i publikacji naukowych i popularnonaukowych, aw swojej pracy łączy wiedzę z zakresu psychologii, neurobiologii, zarządzania,komunikacji, kładąc nacisk przede wszystkim na praktyczne zastosowanie w życiuzawodowym i osobistym tej wiedzy. Jest autorem jednego z moich ulubionyche-booków „Life Energy Management”, publikacji, która pozwala mi, pomaga, zarządzaćswoim wypaleniem zawodowym, nie tylko zawodowym. Proszę Państwa – Nikolay Kirov.

Nikolay Kirov: Dzień dobry, Andrzej.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Cześć, Nikolay. Mam do Ciebie pytanie – pierwsze zmoich pytań – chciałem się dowiedzieć od Ciebie, co to jest energia życiowa,skoro możemy nią zarządzać?

NikolayKirov: Zależy,kto Ci odpowiada na to pytanie. Mój mistrz od Qigong mówi, że to są naszekomórki i przepływ krwi w organizmie, to jak działa biochemia, to w jaki sposóbfunkcjonują nasze kości, ciało, kręgosłup i generalnie cały zestaw narzędzi, w którejesteśmy wyposażeni do tego, żeby dobrze funkcjonować w tym życiu i realizowaćswoje cele i marzenia.

Dr hab.Andrzej Silczuk: A co mówi Nikolay Kirov?

NikolayKirov: Dlamnie to jest sposób na to, żeby dzięki energii życiowej podróżować, żeby dobrzezjeść, żeby się spotykać z przyjaciółmi. Jak mamy wysoką energię życiową, to poprostu nam się chce, jesteśmy proaktywni, mamy dużo motywacji. Jak mamy niskąenergię życiową, to wiesz, nie chce Ci się wstać z łóżka rano i pójść do pracy.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czasami jest tak, że właśnie nam się nie chce.Kończymy pracę, wracamy do domu i czujemy się jak przysłowiowa „dętka” –wypłukani i wyzuci z całej naszej energii. Dlaczego tak się dzieje?

NikolayKirov: A nieprzekopaliśmy całego dnia w ogródku, prawda? Dlaczego tak się dzieje? Bo naszmózg waży 2% naszego ciała, a zużywa 20% energii. Energia rozumiana jako woda,tlen i cukier. Zatem jeżeli sobie wyobrazisz, że cały dzień siedzisz przykomputerze, jesteś w pełni skoncentrowany nad Excelem, robisz różne zadania, towyobraź sobie, że ta fabryka, którą mamy w naszej czaszce, po prostu zużywapotworne ilości tlenu. Zatem o 6:00 czy 17:00 po południu wstajemy i jesteśmywykończeni, mimo że cały dzień się w zasadzie nie ruszyliśmy, ponieważ nie mamytlenu w naszym organizmie, dużo napięć było w ciągu całego dnia, zużyliśmy całąwodę, tlen i cukier. A po drodze nie zadbaliśmy o odpoczynek o to, żeby pójśćdo kuchni napić się wody, prawda, nie zrobiliśmy sobie przerwy, żeby wziąćoddech przeponowy, w związku z tym czujemy się wykończeni.

Dr hab.Andrzej Silczuk: A co nas tak najbardziej męczy w życiu codziennym?

NikolayKirov: Co nasnajbardziej męczy w życiu codziennym?

Dr hab.Andrzej Silczuk: Skoro jesteśmy w stanie męczyć się samym byciem,ponieważ jesteśmy takimi tworami, które nawet w tej chwili – my siedząc ze sobą– zużywamy naszą część energii, to zastanawiam się, co może nas najbardziejmęczyć, na co zwrócić uwagę?

NikolayKirov: Nanapięcia, które sobie generujemy w organizmie. Za pomocą tego, że odbieramytelefony, piszemy maile, biegamy na spotkanie, pijemy kawę za kawą i niezauważamy, ile napięć jest w nas, a te napięcia… Wyobraź sobie, jak działa naszmózg. W momencie, kiedy następuje napięcie w ciele, to mózg wysyła w kierunkunadnerczy sygnał o produkcję adrenaliny, kortyzolu.

W związku z tym ściągamy cały tlen w dół, żeby obsługiwałmięśnie, serce wątrobę itd., itd. W związku z tym męczy nas to, że jesteśmy wnapięciu, nie robiąc w sobie żadnych przerw. Generalnie, stresu nie możemyuniknąć, ponieważ stres jest automatyczny. Jak tylko odbieramy telefon, tonatychmiast nasze komórki się spinają.

Ale możemy dać sobie prawo do regeneracji. A to, co nas męczynajbardziej, bym powiedział, to jest, że nie dajemy sobie tego prawa doregeneracji. I zobacz, jak funkcjonujemy – z projektu na projekt, z maila natelefon, z telefonu na Teamsy. No i tak biegamy, biegamy, biegamy, biegamyprzez życie, nie dając sobie właśnie prawa do tego, żeby złapać oddech.

Dr hab.Andrzej Silczuk: W Twoich publikacjach widziałem, że skupiłeś się napewnym etapie, na diecie niskoinformacyjnej. Czy ona jest jakimś narzędziemtutaj? Czym ona jest w ogóle i czy możemy ją zastosować do wsparcia?

NikolayKirov: Dietaniskoinformacyjna zrobiła furorę gdzieś na początku COVID-u, gdy bardzozacząłem, w zasadzie w książce, o której wspomniałeś, „Life Energy Management.Zarządzanie własną energią” – napisaliśmy jeden z rozdziałów o tym i tenrozdział opuściliśmy promocyjnie na rynku do czasopism po to, żeby promowaćksiążkę.

Okazało się, że zrobił ogromną furorę, ponieważ dietaniskoinformacyjna jest związana z tym, co odbierasz, i ile. I wiadomości nasbombardują wojną, COVID-em, ile osób zmarło. Generalnie, wiadomości żyją ztego, że sprzedają to, co jest ciężkie dla naszego organizmu, bo nasz układnerwowy i właściwie nasz mózg gadzi, od wielu milionów lat, śledzi tylko iwyłącznie, gdzie są zagrożenia. Jego interesowały kiedyś lwy. Zatem on jestprzyzwyczajony do tego, żeby obserwować, co jest zagrożeniem dla naszego organizmu.

Więc te wiadomości wchodzą do nas bardzo łatwo, ponieważ układjest do tego przyzwyczajony. Tylko że jednocześnie on non stop daje sygnał oprodukcję kortyzolu. I o ile nasz przodek, który uciekał przed lwem i – dajBoże – udało mu się uciec, to przez trzy tygodnie później regenerował się wjaskini. A my – z jednej wiadomości na drugą wiadomość, z jednego maila nadrugiego maila.

I teza, którą postawiliśmy – i to nie jest mój wymysł, tylkoteza, która od pewnego czasu w XXI wieku jest na rynku –  to jest to, że powinniśmy odbierać tyleinformacji, ile nam wystarczy do tego, żeby prawidłowo podejmować decyzje. Alew momencie, kiedy odbieramy za dużo informacji, to już jest niedobrze.

Oczywiście, tutaj nie jest mowa o tym, żeby nie oglądaćtelewizji, albo nie czytać tego, co jest w internecie. Pytanie jest, ile tegorobisz, bo jeżeli cały czas pogłębiasz informacje o tym, co się dzieje na tejwojnie, co się dzieje z tym COVID-em, co się dzieje z ekonomią albo zpolitykami, to czytając te same informacje za każdym razem dajesz mózgowiinformację o tym, żeby on wysłał do nadnerczy prośbę o produkcję kortyzolu, awłaściwie rozkaz. Chodzi o to, żeby czytać tyle, ile potrzebujesz, żeby się orientować,żeby podejmować sensowne decyzje, ale żeby nie zadręczać tym swojego organizmu.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Swego czasu był taki schemat, że byliśmyprzyzwyczajeni, jeszcze z czasów telewizji typowej, takiej regularnej, któraopierała się o to, że oglądano serwisy informacyjne, wszystkie po kolei, czyli „Teleexpress”o 17:15, potem jakieś wiadomości regionalne, jeden lub drugi lub trzeci dużyserwis telewizyjny, a na koniec jeszcze wieczorem wchodziła „Panorama”. Dzisiajmamy tych źródeł bardzo dużo. Policzono, mniej więcej ponad dekadę temu, żeprzyswajaliśmy dziennie około 35 GB danych. W zeszłym roku usłyszałem o tym, żeta wartość sięgnęła 85 GB. 85 GB danych to jest potok informacyjny. Jak tozrobić, żeby włączyć samoograniczenie? Bo myślimy cały czas o tej energii. Jakto zrobić, żeby nauczyć się samoograniczania?

NikolayKirov: Są dwasposoby. Jeden – podejmujemy sami tę decyzję. Drugi – życie zaczyna nas uczyć.Gorzej jest z tym drugim sposobem. To znaczy, w momencie, kiedy życie zaczynanas uczyć, to oznacza, że dotarliśmy do tzw. ściany. Za dużo wzięliśmy nasiebie, za dużo w danym przypadku oglądamy negatywnych wiadomości, uderza to wciało i zaczynają się pojawiać choroby psychosomatyczne.

I w tym momencie, naturalnie, odcinamy się od tych wiadomości,bo musimy zadbać o własne ciało, prawda? Zatem, zobacz, jaka jest mądrośćorganizmu – poprzez chorobę nam mówi to, co powinniśmy zatrzymać dokładnie.Natomiast drugi sposób, ten bardziej, byśmy powiedzieli, korzystniejszy dla nas…

Dr hab. Andrzej Silczuk: … „autorski”?

Nikolay Kirov: „Autorski”, tak. Trzeba po prostu podjąć decyzję ipowiedzieć sobie „Stop” samemu. Tutaj pojawia się jednak problem, znowuzwiązany z naszym mózgiem, ponieważ nasz mózg uwielbia dopaminę, a dla niegoszybkie strzały dopaminy są związane z tym, że odhaczyłem sobie kolejnegomaila, odpisałem, odebrałem kolejny telefon i mózgowi się wydaje, że kontrolujerzeczywistość. Wiem, przeczytałem wszystko, co jest w wiadomościach, ogarnąłemwszystkie serwisy informacyjne. W rezultacie nasze ego ma poczucie, żekontroluje sytuację, ale faktycznie zaczyna szkodzić naszemu organizmowi, poprostu dając mu kolejne strzały dopaminy i kortyzolu.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Jesteśmy w takim świecie, który jest, z jednejstrony, pochłonięty fomofobicznym doświadczeniem, czyli lękiem przed tym, żejest się poza zasięgiem sieci komórkowej, że coś nas ominie w ramach tego FOMO.Z drugiej strony, w relacjach pojawia się foobing, czyli sytuacja, w której jabędąc z Tobą w kontakcie, właściwie jestem cały czas zaangażowany w swójtelefon. Czy relacje są w stanie nam pomóc, te prawdziwe relacje, w takimodbodźcowaniu się informacyjnym z treści cyfrowych?  

NikolayKirov: Tak,relacja z drugim człowiekiem. O tym będziemy mówić też na konferencji wpaździerniku, więc tam trochę więcej chciałbym opowiedzieć, ale tutaj relacja zdrugim człowiekiem, tak naprawdę, to jest to, o co chodzi nam w życiu.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Widzimy się w październiku na Wellbeing Summit.

NikolayKirov: Widzimysię w październiku na Wellbeing Summit. Natomiast badania harwardzkie, które sąpopularne od kilku lat i wszyscy je cytują, które trwają tam już prawie 100lat, pokazują, że jedyne, co jest ważne w życiu, to są relacje z drugimczłowiekiem i to takie głębokie. Więc ja postawiłem taką hipotezę, którą będęchciał się podzielić na konferencji, że w erze technologii i AI będziemypotrzebować coraz więcej głębokich relacji, takich z drugim człowiekiem

Dr hab.Andrzej Silczuk: Takich prawdziwych. Również takich, w którychpojawia się np. omylność, popełnianie błędów, przestrzeń na to, żeby móczaakceptować swoje słabości.

NikolayKirov: To jestludzkie, prawda? Ale w momencie, kiedy staramy się tego uniknąć, no to pojawiasię gra, pojawia się polityka w relacji, no i się zaczyna zabawa. A to szkodzinaszym komórkom, bo one się spinają, zaczyna się stres i nie ma tejnaturalności autentyczności.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Oczywiście. Wróćmy na chwilę do energii. Tak sobiemyślę o energii i zasadzie zachowania się energii w fizyce, która mówi o tym,że ta objętość energii jest stała. Ona zmienia swoje postacie. Czy z energiążyciową może być podobnie?

NikolayKirov: Tu mniezaskoczyłeś trochę takim pytaniem. Nie mam przemyślanej odpowiedzi, ale trzymajmysię zasad fizyki – wszystko zmienia swoje stany, więc jak najbardziej takpowinno być.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Ja tutaj podeprę się w takim razie ZygmuntemFreudem, który opisywał energię psychiczną jako właśnie jedną z postaci. I taksobie pomyślałem o tym, że to rozbicie energii na tą energię twórczą, czyli cośco mieści się w obszarze libido, czyli chęci do działania, tworzenia – to nietylko energia seksualna, to jest również energia życiowa, ta, która pcha nas dorozwoju i ta, która pcha nas też do działania, do tworzenia – ale jejprzeciwieństwem może być coś, co mieściłoby się w terminie destrudo, czyli tejenergii niszczycielskiej, tej psującej, tej takiej, która powoduje, żecierpimy. To wtedy możliwe, żeby to łączyło się w tę zasadę fizyki?

NikolayKirov: Myślę,że tak, nawet 100-procentowo, ponieważ gniew, na przykład, jako emocja ienergia, którą niesie, możesz wykorzystać na dwa sposoby. Możesz ją wykorzystaćdestruktywnie, zniszczyć coś w relacji z drugim człowiekiem albo nawet coś wotoczeniu, albo możesz z tego samego gniewu skorzystać konstruktywnie. I zacząćmyśleć, planować, co ja powinienem zrobić, żeby już nie dochodziło do takichsytuacji. I wtedy mówimy o konstruktywnym wpuszczeniu tej energii gniewu. Zatem,jak najbardziej, przy tej zasadzie możemy tak powiedzieć, że możemy to użyćalbo destruktywnie – albo nieustannie kreatywnie. I to jest ta sama energia – tozależy od naszej decyzji, co z tym zrobimy.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czyli tutaj kluczem jest w ogóle dostrzeżenie wsobie tej emocji, zidentyfikowanie jej, a następnie nazwanie. Bo jeśli jesteśmyświadomi tego, że to, co się dzieje wokół nas, wywołuje w nas rozgniewanie, tojuż mamy jasną informację na temat tego, co się dzieje, co może być motywacjądo działania i znowu przekształcamy to w energię twórczą.

NikolayKirov: Tak. Imożesz podjąć decyzję.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czyli to jest element zarządzania?

NikolayKirov: Tak.Nawet twórca trzeciej szkoły wiedeńskiej psychoterapii, czyli Adler – oprzepraszam, po Adlerze i po Freudzie był Viktor Frankl – to on powiedział cośtakiego, że między bodźcem a reakcją jest przestrzeń na wolność Twojej decyzji.My możemy podjąć tę decyzję. Kłopot polega na tym, że ta przestrzeń to jestdwie sekundy. I chodzi o to, żeby tę energię negatywną skierować wkonstruktywną stronę.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Piękna sprawa z tym podejmowaniem decyzji, toznaczy, żeby zostawiać sobie tę przestrzeń na podejmowanie decyzji, a nie bycietakim nadmiernie reaktywnym. Trochę jesteśmy przypisani do tej roli, że musimydziałać natychmiast i dążyć do celu.

NikolayKirov: Trochęnas życie tego uczy, szczególnie w firmach, że powinniśmy jak najszybciejodpowiedzieć na maila, odebrać telefon, pobiec na spotkanie, prawda? A corazbardziej rozumiemy, że warto sobie ustawić te 5-sekundówki, albo 5-minutówkinajlepiej, z opóźnieniem tego maila, żeby na niego odpisać, na to, żeby pójśćdo kuchni i schłodzić płat czołowy – to się tak ładnie nazywa – i wtedy wymyślićbardziej prawidłową odpowiedź, a nie zniszczyć relację, którą mamy z drugąosobą, zastanowić się, z czego bierze się ten mail, prawda, i to żądanie, którejest po drugiej stronie – a nie tylko reaktywnie reagować pod tytułem „Co onznowu ode mnie chce?” itd., itd.

Czyli takie opóźnienie, żeby wziąć ten wdech napić się wody iuspokoić płat czołowy, żeby on podjął tę decyzję, i żeby uspokoić jakby ciałomigdałowate, to ma sens w dzisiejszym świecie, widzimy to coraz bardziej. Po tosą wszystkie kursy, które nam służą do tego, żeby uspokoić.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Podoba mi się ta „piątka”, bo spotkałem się z takąorganizacją, z którą pracowałem kiedyś nad właśnie rozwojem wsparciapracowników, w której zaproponowano, żeby spotkania online zaczynały się zawsze5 minut po pełnej godzinie One się kończyły o pełnej godzinie, natomiast, żebynie przełączać się ze spotkania na spotkanie, tylko dać zespołowi te parę minutna to, żeby sobie zrobić coś do picia albo na chwilę pozwolić odpocząć oczom,przygotować się do tego spotkania. Te 5-minutówki jakoś tak mocno zarezonowały.

NikolayKirov: BadaniaMicrosoftu, które były 2,5 roku temu mniej więcej, na temat tego, jak działa Teamsna organizm człowieka, pokazywały, że to, czego potrzebujemy przy 2-godzinnymspotkaniu, jeżeli ciągniemy je cały czas, to ilość kortyzolu w naszym cielejest taka sama, jak u osoby, która występuje 8 godzin przed dużą salą iprzemawia.

Więc wyobraź sobie, ile to jest stresu, kiedy się siedzi przedekranem i rozmawiasz z drugą stroną, albo jesteś na małym spotkaniu na Teams.Natomiast te same badania pokazały, że jeżeli co 30 minut zrobimy sobie10-minutową przerwę na oddech i napicie się wody, to ilość fal beta, którewysyłamy z mózgu do nadnerczy, i w rezultacie kreujemy tam adrenalinę ikortyzol, jest stała. To znaczy, ona się nie zwiększa. Czyli, w zasadzie, po 2-godzinnymspotkaniu Twój mózg się nie gotuje – kiedy robimy sobie te, co 30 minut,10-minutoweprzerwy – a w momencie, kiedy idziemy ciurkiem, no to świeci się wszystko naczerwono.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Słucham tego, o czym mówisz Nikolay i tak sobiepomyślałem, czy w Twojej historii umiejętność zarządzania czasem, czy ona siępojawiła spontanicznie, czy Ty ją jakoś wypracowałeś i czy ona się zmieniała wczasie? Bo tak myślę sobie o tym, że my jesteśmy takimi rozwojowymi freakami,to znaczy, że cały czas iterujemy i poprawiamy różne rzeczy.

NikolayKirov: Niepojawiła się spontanicznie, pojawiała się przez dłuższy czas za pomocąwypalenia zawodowego, żeby ta świadomość wzrosła. Bo, wiesz, tak jakpowiedziałem w pewnym momencie, albo sami podejmujemy decyzję, albo życiezaczyna nas uczyć. To w moim przypadku, i tak jak sobie obserwuję od tamtejpory, u większości ludzi na tej planecie, to życie musi nas doprowadzić domomentu, w którym zaczynamy się uczyć dalej, co jest dobre dla nas, a coniedobre. Więc przez wiele lat doprowadzałem się do wypalenia zawodowego, ażpewnego dnia moje ciało powiedziało: „Basta, dalej razem nie pojedziemy”.

Dr hab. Andrzej Silczuk: Co się stało wtedy?

Nikolay Kirov: Wyniki badań poszły w niewłaściwą stronę,ciało odmówiło posłuszeństwa. Wyobraź sobie taki sportowy samochód, który byłprzyzwyczajony do tego, że ma 150 spotkań w ciągu dnia, 280 maili w ciągu tegosamego dnia i 350 telefonów musi między mailami ogarnąć. Mówię to o sobie itylko trochę przesadzam z tymi liczbami.

Wyobraź sobie sportowy samochód, który pędzi na szybkim kursiew kierunku przepaści. Albo ściany. No i teraz, na moje szczęście, samochódodmówił posłuszeństwa, hamulce tuż przed tą przepaścią, ale udało się gozatrzymać, odwrócić w drugą stronę i wcisnąć gaz w tamtą stronę. I zacząłem sięuczyć, co ja takiego sobie robię, że się doprowadziłem do takiego stanu. Tegojest bardzo dużo – z różnych stron – zarówno na poziomie fizjologii, mentalu,sposobu prowadzenia pracy, tego co jemy, tego, co spożywamy, jak śpimy itd.

Ale dzięki temu, że dość szybko działałem w tamtą stronę ,wewłaściwą stronę, żeby naprawić to, jak funkcjonuje ten organizm, to udało misię ogarnąć – i dzisiaj ze sobą rozmawiamy. Ponieważ mój kolega, który był wtym samym stanie…

Dr hab. Andrzej Silczuk: Ja się cieszę, że dzisiajrozmawiamy.

Nikolay Kirov: Tak, ja też, bo właśnie chciałempowiedzieć, że mój kolega który był ze mną w tym samym stanie w tamtym czasie inie zrobił tego wystarczająco szybko, to dzisiaj już go z nami nie ma. Więc wtamtym czasie byłem dyrektorem do spraw strategii rozwoju Koźmiński ExecutiveBusiness School. Mamy tam 100 kierunków ponad studiów podyplomowych. Głównieprzychodzą managerowie. Niektóre kierunki, typu Executive MBA, to są głównieprezesi, dyrektorzy. Jak przyszedłem z powrotem na tę salę, gdzie wykładałem isobie obejrzałem tak wszystkich ludzi, to stwierdziłem, że się dzielą na dwiekategorie – tych, którzy biegną w kierunku ściany i zaraz się rozmażą – tak jakja to zrobiłem przed chwilą – i tych, którzy już mają to doświadczenie i są zaścianą. Bo dla mnie ta ściana to jest, trochę, wyobraź sobie, jak kreskówka –biegnie kreskówka w kierunku ściany, uderza, a później spływa. Więc albo mamydoświadczenie bycia kreskówką, która już się rozmazała o ścianie, albo jeszczew tym kierunku biegniemy.

I stwierdziłem, że w zasadzie są tylko te dwie kategorie ludzi.I w tamtym czasie trzeba było przeprojektować wszystkie programy studiów,szkoleń, różnych takich rzeczy, żeby one się zaczynały od czegoś, co wdzisiejszym świecie byśmy nazwali zarządzaniem własną energią. Ale w 2014, 2015roku, jak mówiłem o zarządzaniu energią, to wszyscy się pytali, w której branżyenergetycznej robię.

Dr hab.Andrzej Silczuk: To znaczy, żeby work-life balance bardziej był.

NikolayKirov: Tak,chodziło o work-life balance. Więc wprowadziliśmy takie przedmioty, żeby managerowiezaczęli zarządzać sobą, które nazwaliśmy „Odpowiedzialność za własne decyzje”.

Dr hab. Andrzej Silczuk: Fajne.

NikolayKirov: Prawda?Bo jak powiedziałem na początku naszej rozmowy dzisiaj, te decyzje, którepodejmujemy, są związane z tym, jak funkcjonuje nasz mózg.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Ja się z Tobą zgadzam w pełni, ponieważ na uczelni,na której ja pracuję, pojawił się też spory blok zajęć kompetencji zawodowych.Między innymi ja prowadziłem przez dwa lata zajęcia na przedmiocie „Zarządzaniesobą w stresie”. Czyli to jest ta sama mądrość uczenia ludzi na etapiezaangażowania w rozwój, jak sobie radzić z tymi problemami. Ja myślę, że tym,co usłyszałem z Twojej wypowiedzi, niewątpliwie bardzo mocnym, było to, że Ty –pędząc tym rozpędzonym samochodem, który był usportowiony i gotowy do pewniebardzo intensywnej właśnie pracy – nagle nie tylko poczułeś konsekwencje, alezdałeś sobie sprawę z przyczynowości. Bo na pewno są takie osoby, zresztą takjak osoba, o której wspomniałeś, które nie zorientują się w porę.

NikolayKirov: Wiesz, jeszczejest chyba trzecia grupa w takim razie – ci, co wiedzą, ale nic z tym dalej nierobią, bo mówią: „Wiesz, ale życie takie jest, pieniądze są ważne, lecimy dalej”,prawda?

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czyli, że jeszcze uznają, że mają jeszcze czas i żemogą sobie pozwalać dalej.

NikolayKirov: Tak. Noi to się kończy…

Dr hab.Andrzej Silczuk: Co będzie dalej?

NikolayKirov: No tosię kończy taką samą ścianą, prawda? Tylko drugi raz, trzeci raz – i pytaniejest, ile ten organizm wytrzyma.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Aha. No dobrze. A co jeszcze Ci pomogło w tamtymczasie, poza samoświadomością, czy obudzeniem tej świadomości, podejrzewam, żejeszcze mogą być jakieś czynniki, które mogły Ci w tym pomóc? Czy coś Cięjeszcze wspierało? Ktoś Cię w tym wspierał? Mówiliśmy o relacjach.

NikolayKirov: Myślę,że tutaj w 100% mogłem liczyć na swoją żonę, która bardzo jest wspierająca wtym zakresie i była ze mną w tym samym czasie i okresie. Tak że wiele rzeczy,które mi się udało odkryć, to były dzięki niej. I wracamy do tych relacjigłębokich, które są istotne, żeby mieć drugiego człowieka koło siebie, żeby torównież wszystko przegadać, ale również, żeby Cię wspierał w takich trudnychmomentach.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czy moglibyśmy dzisiaj uznać, że umiejętnośćzarządzania własną energią jest jakąś cechą, która mogłaby być kompetencjąwspółczesnego człowieka?

NikolayKirov: Jaknajbardziej, to jest do nauczenia. Na szczęście w ostatnich dosłownie pięciulatach na polskim rynku mamy wysyp literatury na ten temat. Badania naukoweposzły bardzo daleko. W zasadzie mamy do wszystkiego dostęp. Wiemy, copowinniśmy robić. Wiemy, czego nie powinniśmy robić. Pytanie jest tylko, czypodejmujemy tę decyzję, żeby nie robić rzeczy, które nam szkodzą i robićrzeczy, które są dla nas korzystne.

I w zasadzie do tego się sprowadza zarządzanie własną energią iwtedy te decyzje, również te biznesowe, zaczynają być sensowniejsze. No bo cowiemy o prostych rzeczach? Że mózg musi być wyspany, ciało musi być odpoczęte, musimypić wodę, właściwą ilość, żeby nawadniać organizm, żeby do mózgu dochodziło,musimy prawidłowo jeść, odstawić różne substancje, które nam nie pomagają wżyciu, no i w zasadzie to wszystko – i jeszcze sport. I do tego trzy rodzajesportu niektórzy twierdzą, no bo…

Dr hab. Andrzej Silczuk: Aktywność ruchowa jakaś, tak?

Nikolay Kirov: Aktywność ruchowa w zasadzie trzechrodzajów. Czyli potrzebujemy cardio, to wszyscy już wiemy i rozumiemy, do tegożeby krew płynęła właściwie. Potrzebujemy siłownię po to, żeby mięśniepracowały, po to, żebyśmy mieli prawidłową strukturę ciała w długim okresieczasu, ponieważ po 35. roku życia mięśnie zaczynają nam zanikać. I trzecirodzaj ruchu to jest ruch wolny, czyli powiedzielibyśmy: Qigong, joga, Tai Chi.

Po co jest ten wolny ruch? Ponieważ on bardzo mocno wzmacnianasze wiązania, a największa ilość wypadków na świecie to wcale nie są wypadkisamochodowe, to są zwykłe upadki z powodu tego, że nasze ciało nieprawidłowofunkcjonuje.

I teraz ten wolny ruch powoduje, że w momencie, kiedy robimytak bardzo powoli, z pełną świadomością, ten ruch, to mózg odbiera te wszystkiesygnały, widzi, co nie działa w poszczególnych miejscach i wysyła w drugąstronę sygnały naprawcze. Tak to w uproszczeniu nazwijmy, bo za tym jest dużaliteratura.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czy w takim razie, z perspektywy pracodawcy, wspieranietej kompetencji, jaką jest umiejętność zarządzania energią przez pracowników,jest sensowne?

NikolayKirov: Jaknajbardziej. Retoryczne pytanie. Oczywiście, że tak. Mało tego, zobacz, co siędzieje w ostatnich latach, ile firm tak naprawdę inwestuje w rozwój świadomościswoich pracowników, że powinni dbać o swoją energię. Teraz w zależności odtego, jak sobie popatrzymy, no pracodawca oczywiście ma z tego korzyści, bo jakmy z Tobą jesteśmy w dobrym stanie, to więcej realizujemy projektów, więcejzarabiamy pieniędzy itd., ale z drugiej strony, dla człowieka to też jestkorzystne, więc można powiedzieć, że tutaj są obopólne korzyści z tego, żekażdy z nas zadba o siebie.

To, co pracodawca jeszcze może nam zrobić, to jest dać nam przestrzeńdo tego, czyli albo narzędzia, albo czas, a najlepiej jedno i drugie. Wdzisiejszym świecie, w Polsce nawet słyszałem, że są firmy które płacą Ci zato, żebyś poszedł do siłowni, ale nie w ten sposób, że po prostu kupują Cikartę i możesz iść do siłowni, ale jeszcze Ci płacą za ten czas, który spędziszw siłowni. I to dla mnie było takie „Wow, no to jesteśmy w zupełnie innymmiejscu, prawda?”. Nie mówię, że to jest wszędzie, ale słyszałem o takimprzypadku.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Że jest przewidziany czas na aktywność ruchową?

NikolayKirov: Tak,przewidziany i zapłacony za to, że pójdziesz na tę siłownię. Dla mnie to byłonajciekawsze.

Dr hab.Andrzej Silczuk: OK, to ja dobrze rozumiem, że – z punktu widzenia byciapracodawcą – sensowne jest takie wspieranie pracownika, żeby po zakończonejpracy, w której pracownik czuje się zaangażowany, ma energię, chęć dodziałania, żeby po zakończeniu tej pracy tej energii jednak mu nie zabrakło, bowyobrażam sobie, że część osób pracuje na, w cudzysłowie, „100%”, i wykonujeswoją pracę, ale potem właśnie ma taki efekt „wyciągniętej wtyczki z gniazdka”.I już nie ma w ogóle siły na jakiekolwiek dalsze działania.

NikolayKirov: I wtedycierpią relacje rodzinne, bo w momencie kiedy jestem wykończony w pracy, wracamdo domu i teraz to na kim ja odreaguję? Na bliskich – na tych, którzy są odemnie zależni i ci, którzy kochają, bo wybaczą, prawda? Wtedy następuje zepsucierelacji domowych, a w momencie kiedy w domu Ci się zaczyna walić, to późniejzaczyna Ci się to odbijać na pracy, i cykl się zazębia.  

Dr hab.Andrzej Silczuk: Jestem człowiekiem, który może nie jakimś super-sportowymsamochodem, ale tak sobie jechał na tych wysokich obrotach, odpisywał na sporączęść maili regularnie, starając się nie doprowadzić do sytuacji, że ktośmógłby zbyt długo czekać na moją odpowiedź. Prawie zawsze oddzwaniam, cały czasodczytuję wiadomości na swoich komunikatorach – tylko trzech. Dodatkowo, wmiędzyczasie, przeglądam media społecznościowe, ale po wysłuchaniu spotkania z Tobąchciałbym coś zmienić. Chciałbym zmienić swoje zarządzanie energią. Od czegozacząć?

NikolayKirov: Odustawienia właściwych priorytetów.

Dr hab. Andrzej Silczuk: Priorytety?

Nikolay Kirov: Tak. W momencie, gdy lecisz samolotem, tow momencie, gdy startujemy, tam jest taki moment, że jest instruktaż – jakwypadnie maska, to załóż ją najpierw sobie, a później osobie towarzyszącej, apóźniej dziecku. I wiele osób miało takie: „Ale jak to, na przykład jak lecidziecko ze mną, to trzeba go ratować pierwsze”, prawda? Tylko że, zobacz, wmomencie, kiedy my się dusimy i będziemy się szamotać z tą maską obok, to anijemu nie założymy, ani sobie. Więc jeżeli chcemy pomagać wszystkim i to, co Tywymieniłeś przed chwilą, co ludzie często nazywają odpowiedzialnością – jajestem tak odpowiedzialny, że odpowiadam właśnie na wszystkie maile, odzwaniamna wszystkie telefony, zawiozę, oczywiście pomogę Ci, zostanę po nocy, zrobięprojekt za Ciebie, itd., itd. – bo jestem odpowiedzialny za swoją firmę, zazespół itd. Ale w pewnym momencie takim osobom się kończy energię i padają.

W tym momencie, co dalej się dzieje? Jeżeli mamy szczęście, totrafiamy na L4. Jak nie mamy szczęścia, to – jak mówi mój mistrz – w piach. Iteraz jak trafisz do piachu...

Dr hab. Andrzej Silczuk: Radykalne rozwiązanie

Nikolay Kirov: Radykalne. No i teraz jak trafisz dopiachu, to co dalej się dzieje? Mąż albo żona zostaje bez partnera życiowego,dzieciaki zostają bez taty albo bez mamy, a firma i szef, który miał bardzocennego pracownika, już go nie ma, który wiele mu ogarniał i nagle wiele osóbzostaje w firmie bez pomocy doradczej tego człowieka.

Zatem, czy to jest odpowiedzialność, że zostawiliśmy ichwszystkich? Otóż chodzi o to, że jeżeli prawidłowo zrozumiemy słowo „odpowiedzialność”,to jesteśmy odpowiedzialni najpierw wobec siebie i jak zadbamy o ten organizm,to dopiero wtedy możesz zadbać o cały świat, czyli o dzieci, żonę, męża i firmę.

Jak sobie ustawimy w ten sposób priorytety – i dlategopowiedziałem, że pierwsze, od czego należy zacząć, to jest prawidłoweustawienie priorytetów życiowych – to wtedy wiesz, że najpierw musiszzaplanować sobie, co zrobisz, w którym momencie, dla ciała – że dobrze zjesz,że właściwe jedzenie będziesz jadł, że się wyśpisz, że znajdziesz czas w ogólena to spanie, że znajdziesz czas na to, żeby potrenować, żeby pobiegać, żebypochodzić po parku. Każdy z nas potrzebuje trochę innego ruchu – to dobierzsobie taki, który do Ciebie pasuje.

Nikt Ci nie każe od razu wpadać do siłowni i machać sztangą,ale możesz pobiegać, potruchtać, możesz jogging zrobić, możesz pójść na basen.Mamy mnóstwo alternatyw. Każdy z nas potrzebuje coś dla siebie. Tylko że,zobacz, jak działa większość ludzi: „Ja się zajmę sobą, jak znajdę czas na to –jak ogarnę wszystkie maile, jak położę dziecko spać, jak zadbam o wszystkodookoła, to znajdę czas dla siebie”.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Mogą być jeszcze bardziej takie trudne motywacje icele np. „Zajmę się sobą, jak spłacę kredyt”, albo „Zajmę się sobą, jak dzieckoskończy szkołę”.  

NikolayKirov: Tak –„I zwiedzę świat, jak pójdę na emeryturę”.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Na przykład.

Nikolay Kirov: No właśnie. I w momencie, kiedydochodzisz do tego momentu, to już nie masz siły, żeby w ogóle ruszyć naemeryturę. Miałem znajomego właśnie, który twierdził, że jak pójdzie naemeryturę, to pozwiedza świat. Ledwo doszedł do tej emerytury i się nie rusza zdomu, ponieważ fizycznie nie jest w stanie. Wszystkie choroby nagle sięodezwały. Zatem jeżeli masz jakieś marzenia, to żebyś mógł je realizować,musisz najpierw zadbać o siebie – i musisz robić to na bieżąco.

Mogę Ci opowiedzieć o swoim przykładzie. Ja w latach 2008-2010,kiedy byłem na tej ścieżce wypalenia się, w zasadzie nie miałem jednego dniaurlopu. Przez 2-3 lata. Co prawda, byłem na urlopie, zjeżdżając na nartachmiałem słuchawki w uszach i telefon non stop dzwonił, albo ja dzwoniłem. Nawetnie zauważyłem tej przestrzeni, która jest dookoła mnie w górach.

I to spowodowało oczywiście, że organizm nie miał czasuodpocząć, zregenerować się. W dzisiejszym świecie, kilka lat temu jeszcze byłotak, że w naszej firmie wszyscy siadaliśmy raz do roku i mówiliśmy, dobra,teraz zaplanujmy najważniejsze rzeczy na najbliższe dwa lata, a późniejzajmiemy się pracą. A co jest najważniejszą rzeczą? – Kiedy kto ma urlop.

I dopiero dookoła urlopów planowaliśmy projekty, pracę, którąmamy do wykonania. Oczywiście, nie wszyscy w ten sposób mogą postępować, alejeżeli masz możliwość, to zaplanuj sobie czas na regenerację, bym powiedział,jako drugą rzecz, a dopiero dookoła tego planuj swoją pracę.

I ja w dzisiejszym świecie mierzę swój poziom rozwojuzawodowego ilością dni wolnych. Przez ostatnie kilka lat doprowadziłem do tego,że ich jest to 180. Więc czyli w 15 lat przeszedłemz fazy totalnego wypalania się – i ani jednego dnia urlopu, i myśleniem podtytułem „Beze mnie to świat zginie, prawda?”. Myślałem, że jestem pępkiemwszechświata dla świata, w którym, wiem, że świat beze mnie nie zginie, będzieszedł dalej, zatem ja muszę dbać o swoją regenerację i po to planujemy tewyjazdy, urlopy, po to, żeby mieć siłę, że w momencie, kiedy pracuję, to daję100% z siebie.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Załóżmy, że jesteśmy w pracy. Czujemy taki solidny „drop”energii i potrzebujemy jak najszybciej ją odzyskać, bo wiemy o tym, że przednami jeszcze jest jedno lub dwa naprawdę ważne spotkania, ale my czujemy, żedzieje się z nami coś bardzo, bardzo złego. Czy masz jakąś metodę naodbudowanie się?

NikolayKirov: Cozrobi większość ludzi w takiej sytuacji? Weźmie kawę. A co powinna zrobićwiększość ludzi w takiej sytuacji?

NikolayKirov: Szklankęwody?

NikolayKirov: Szklankęwody. Znaczy, szklankę wody, stanąć na chwilę, popatrzeć na zieleń, która jestdookoła, wyciszyć umysł i zebrać tę energię do środka. Natomiast większośćludzi w tym momencie mówi: „Dobra, to zróbmy coś szybciej, żeby te nadnerczadostarczyły nam adrenaliny i kortyzolu, żebym mógł pociągnąć jeszcze te kilkaprojektów”.

Myślę, że to wyciszenie się i skupienie pokaże nam, czyrzeczywiście warto to robić teraz, czy może warto odłożyć. Bo jeżeli torzeczywiście są ważne projekty, a Twój mózg nie pracuje w danym momencie,ponieważ wykończyłeś go ilością ściągniętego, niedostarczonego tlenu do mózguprzez ostatnie parę godzin, to Twoja kreatywność nie funkcjonuje. Więc jakchcesz rozwiązać ten problem, sensownie zarządzić kreatywnością, to możeczasami warto chwilę odpocząć, żeby mózg popracował i był bardziej efektywny,wydajny, a nawet możesz wymyślić lepsze rozwiązanie.

Na Zachodzie wymyślono też power nap – te słynne 15-20minutówki, takie drzemki, które warto zrobić po południu między godziną,powiedzmy, 13:00 a 15:00. Power nap jest ważne o tyle, że oczywiście nie wolnospać dłużej niż te 20 minut.

Dr hab. Andrzej Silczuk: Tak, bo się wejdzie wpogłębiony sen.

Nikolay Kirov: Wchodzimy w pogłębiony sen i wtedypóźniej drugą część dnia mamy… No tak.

Nikolay Kirov: Myślisz, że w pracy to jest możliwe?

Nikolay Kirov: Widziałem to w Azji. Ludzie są w stanienad biurkiem się kimnąć, nad komputerem, przez 20 minut.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czyli, jeśli widzimy koleżankę, kolegę w pracy, którymenergia siadła, tak jak tablet, który się zupełnie rozładował, to wtedy niebudzimy ich, dajemy im czas, natomiast, gdyby się okazało, że minął kwadrans,to tak delikatnie szturchamy.

NikolayKirov: Tak,tak, to byłoby fajnie, ale ja w Polsce nie słyszałem o takim przypadku, żebyktoś tak zrobił, bo my, zobacz, dlaczego my tak nie robimy? Ponieważ power nap,niektórzy mówią, został wymyślony jako hasło na Zachodzie, tylko ten Zachódmiał 300 lat na zarabianie pieniędzy. A my w tej Polsce od 1990 roku, mamyraptem 35 lat, żeby ich dogonić z tymi pieniędzmi. Więc oni sobie mogą robićpower napy, ale Ty w Polsce nie możesz spać – „No łap za taczkę i biegnij dalej”,prawda? Kawka i lecisz.

I to jest to, co powoduje, że ponieważ my chcemy dogonić tendobrobyt, który jest na Zachodzie rozumiany jako materia, jako pieniądze, jakosamochody mieszkania, domy, to my sobie nie dajemy prawa do regeneracji. Polskajest jednym z krajów, w którym mamy najwięcej workoholizmu, pracoholizmu,prawda? Jesteśmy w specyficznym miejscu, dlatego tutaj się uczymy właśniezarządzania energią. Zobacz, że na południu Włosi nie muszą się uczyćzarządzania energią. Ani Hiszpanie, bo oni po prostu mają swoją sjestę. Wiedzą,że wieczorem trzeba pójść z przyjaciółmi na winko it., itd. I tam jest innytryb pracy. W Afryce też nie musisz się uczyć zarządzania własną energią.

Dr hab.Andrzej Silczuk: To co się z nami stało w tej Europie i w krajach,nazwijmy je, w cudzysłowie, „rozwiniętych”?

NikolayKirov: Gonimyza pieniądzem, to jest oczywiste.

Dr hab.Andrzej Silczuk: OK,to zacznijmy. Początek dnia. Jak zacząć poranek, żeby nie zrobićsobie krzywdy i żeby nie stracić tej energii za dużo?

NikolayKirov: To możeopowiem o swoim poranku.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Bardzo Cię proszę.

Nikolay Kirov: Wstaję między godziną 5:00 a 6:00. Kiedyśmiałem taką tendencję, że 5:00 koniecznie, ale teraz już wiem, że nie, muszęsobie odpuścić. 5:00 a 6:00. No i pierwsze co robię, to wypijam dwie szklankiwody, żeby nawodnić organizm.

Dr hab.Andrzej Silczuk: No tak, boprzez 8 godzin nie piłeś w ogóle, a przecież człowiek się poci jak śpi ioddycha, więc uzupełniasz.

NikolayKirov: Dokładnie.Mam za sobą co najmniej 8 godzin snu. Ja tego bardzo pilnuję. Więc czasamiZdarza mi się, że ryję nosem o 20:30 w poduszkę. Natomiast po 22:00 staram sięnie zarywać czasu.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Czyli Tobie też się zdarza, w cudzysłowie, „ryćnosem” wieczorem, to znaczy, że czujesz się bardzo zmęczony?

NikolayKirov: Oczywiście,że tak. Jesteśmy ludźmi. Gdy pracujemy, to musimy się też również regenerować.Zatem rano wstajemy, dwie szklanki wody, no teraz już w zależności od potrzeb iod umiejętności, każdy z nas powinien zrobić coś dla natlenienia organizmu.

Ja akurat zaczynam od Qigong, no i, zobacz, tam jest takiegłębokie oddychanie, czyli Qigong to jest taki Tai Chi, byśmy powiedzieli ponaszemu, tylko, że to jest praca z wewnętrznymi organami, z energią. I wtłaczamyogromne ilości, dzięki odpowiedniemu oddechowi, tlenu do organizmu. Możesz pójśćpotruchtać czy zrobić jakieś jogi.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Ty praktykujesz od ilu lat Qigong?

NikolayKirov: Już 10.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Już 10, a jeśli ktoś nie praktykuje wschodnich…

NikolayKirov: Toniech pójdzie na basen.

Dr hab.Andrzej Silczuk: A można pooddychać po prostu?

NikolayKirov: Możnapooddychać. Ważne, żebyś zrobił coś dla ciała, co spowoduje rozciągnięcie tegociała i co spowoduje dotlenienie ciała.

Dr hab.Andrzej Silczuk: 10minut wystarczy?

NikolayKirov: Słuchaj,jak nie mam w ogóle czasu, a bywają takie dni, to i 10 minut wystarczy. Ważne,żebyś cokolwiek zrobił raz.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Dla siebie, 10 minut dla siebie.

NikolayKirov: Tak,nie musisz od razu ładować godziny prawda? Ale te 10 minut, 20, to zawszemożna, wystarczy wstać chwilę wcześniej. Niektórzy mówią, no ale jak wstaćchwilę wcześniej? Ledwo otwieram oko. Połóż się wcześniej spać. I tutaj wracamydo spania jako kluczowego elementu. No i później w momencie, kiedy dotleniszorganizm, to potrzebujesz śniadania, które Ci daje energię właściwą. No iwchodzimy do pracy i jestem w tym samym miejscu, co większość ludzi – dzwoniątelefony, bywam na spotkaniach, odpowiadam na maile. Każdy mail, każdy telefonto jest napięcie w ciele. To jest automat, ale ja spalam tlen, którego tamdostarczyłem rano i nie muszę go ściągać z kory przedczołowej w momencie, kiedynastępuje to napięcie. W ciągu dnia potrzebujesz parę przerw również, no iwieczorem to samo musisz zrobić.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Poczekaj, zaraz dojdziemy do wieczora, jeszczejesteśmy w pracy – pojawiają się zadania, czasami sami sobie tworzymy dodatkowezadania, jesteśmy też tak umiejętni i zdolni, ale zanim weźmiemy na siebiekolejny task, w rozumieniu kolejnego działania, kolejnego zadania, to czy niepowinniśmy sobie zadawać pytań jakichś? Takich jak: „Czy warto?”, „Co zrobić”?Jakie pytanie warto byłoby sobie zadać?

NikolayKirov: Mówisię o tym, że trzeba złapać chwilę refleksji. Po pierwsze, w momencie, kiedykończymy poprzedni task, to się zastanów, czy to jest wszystko, czy chcesz cośdomknąć i zabrać się za kolejny, a zanim wejdziesz w kolejny: „Czy to jest to,co teraz powinienem robić?”.

Może zobrazujmy to za pomocą metafory. Wpada Ci 100 maili doskrzynki pocztowej. Masz 98 takich, które są bardzo potrzebne wszystkim dookołai trwa to chwilę, żeby odpowiedzieć. I masz dwa maile, które są bardzo istotnedla Ciebie i dla Twojej pracy, dla wyników, które Ty realizujesz, ale, niestety,każdy z nich zajmie Ci godzinkę, może nawet półtorej.

Co robi większość ludzi w tej sytuacji? Na które odpowiada? Większośćludzi zabiera się za te 98, żeby wyczyścić sobie pole. Niestety, jak odpowiadana te 98 maili, w międzyczasie im wpadają kolejne 30 w ciągu dnia, albo 50.Więc czyszczą dalej maile i o godzinie 17:00, kiedy już wyczyścili całepoletko, patrzą na te dwa maile, za które mają się zabrać i mówią: „Boże, niemam energii, dzisiaj tego nie wymyślę, nie zrobię. Jutro”.

I rano się budzą, otwierają komputer, tam są te dwa wczorajszemaile, po godzince każdy, dwa nowe podobne i 98 kolejnych takich mało istotnychdla nich, ale bardzo ważne dla świata. I na które odpowiadają? Na te ważniejszedla świata. No i tak dalej. Dlaczego tak robimy? Ponieważ nasz mózg karmi się dopaminą.Zatem w momencie, kiedy ja odsyłam maila, to on dostaje taką dopaminę, któradla niego jest jak czekolada, a ta czekolada mówi: „Wow, fajnie!” – no tokolejna dopamina, kolejna dopamina i nie robię tych dwóch, ponieważ, żebydostać tam dopaminę, to będę potrzebował godziny, żeby dostać ten tort.

Zatem to, o czym Ty mówisz, to trzeba by było zatrzymać się izastanowić się: „OK, na które z tych maili mam odpowiadać dalej? Te, którewnoszą rzeczywiście wartość do tego, co ja robię, a które wnoszą wartość wżyciu innych ludzi?. I oczywiście, że warto im pomóc – ale co jest dla mnieważniejsze w tym momencie, żebym wykonywał swoje zadania i swoje obowiązki wtej pracy?”. Czyli to jest taka chwila na zastanowienie się, co jestpriorytetem.

Dr hab.Andrzej Silczuk: A teraz wracamy do domu i chcielibyśmy mieć jakieśtakie miłe podejście do lądowania. Już wiemy, że nawet eksperci czasami wracajądo domu na rezerwowych wartościach paliwa i noskiem do poduszki, już tylkoszukają, jak mały chomiczek szukający czegoś do zjedzenia. A jak to zrobić,żeby ten wieczór był dla nas dobry i żeby był inwestycją w następny dzień?

NikolayKirov: Toznowu posłużę się taką kontrą. Większość ludzi w momencie, kiedy wraca do domuwykończonych, to żeby odpocząć, co robi? Siada przed telewizorem, zmienia kanałza kanałem, włącza Netflixa, żeby obejrzeć jakieś tam seriale, albo bierzekieliszek winka – wersja luksusowa: koniaczek – żeby jakoś tak się zresetować,ewentualnie kufel z piwem.

To wszystko nam nie pomoże w tym, żeby zregenerować organizm.To co powinniśmy zrobić? No i teraz druga strona medalu – pójść na spacer,wyciszyć się, złapać wannę taką z ciepłą wodą, rozluźnić organizm. Trzebazrobić wszystko, żeby system nerwowy się zresetował. I każdy z nas będzie miałinną strategię, inną technikę. Na każdego z nas też co innego będzie działało,ale chodzi o to, że hasło jest takie samo: „Zresetuj system nerwowy, odpocznij,żeby się przygotować do spania”. Bo to nie jest tak prosto sobie powiedzieć: „Pójdęsię wyspać”, prawda? Większość ludzi idzie się wyspać, no i niestety się budziw nocy, nie wchodzi w głęboką fazę snu, ma z tym problem. Zatem to, czegopotrzebujemy wieczorem, to jest wyciszyć się do tego, żeby organizm mógłrzeczywiście zasnąć i mógł się wyspać, zregenerować się w nocy.

Dr hab.Andrzej Silczuk: A jeśli mamy taką noc, w trakcie której budzimy sięwielokrotnie, albo zamartwiani, albo zestresowani, albo po prostu mamy coś doprzeżywania, to co z taką nocą zrobić?

NikolayKirov: No tojuż jest za późno. To znaczy, że dopuściliśmy do tego, że stres wszedł w nas,prawda? Czyli ja bym powiedział, że od następnego dnia zaczynasz się jaknajszybciej zabierać za robotę, czyli żeby złapać dystans, oddech i poszukaćnarzędzi dla siebie, żebyś nie miał takich nocy. Mamy dużo narzędzi wdzisiejszym świecie.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Ja zrozumiałem z tego, że możemy przyjąć postawęekspertów w swoich dziedzinach życiowych, również do zarządzania samymi sobą.To znaczy, że jeśli jesteśmy świetnymi researcherami w różnych innychdziedzinach, np. wypełniając te zadania, jak powiedziałeś o tych dwóch trudnychmailach, to to byłby taki nasz priorytetowy mail.

Zbierz dane, zastanów się dlaczego tak się stało, że czujeszsię źle, że twoje ciało Ci mówi „Basta, już nie dasz rady!”, dlaczego pracaprzestaje Ci sprawiać przyjemność, dlaczego po powrocie do domu czujesz brakprzyjemności i po tej checkliście rzeczy, ustanów siebie, jako priorytet. Dobrzezrozumiałem?

NikolayKirov: A dotego masz mnóstwo narzędzi, czyli zarówno jest wiele podcastów, wiele książek wdzisiejszym świecie, które nam pokazują, co powinniśmy robić, bo, wiesz, wieleosób Ci nie uwierzy na słowo honoru, jak powiesz: „Powinieneś robić to i to”,ale jak przeczytają badania, i dlaczego to jest warte, to mówią: „OK, mogę sięza siebie zabrać”.

Dr hab.Andrzej Silczuk: Myślę sobie, że jednym z takich źródeł jest rozmowaz Tobą. Bardzo Ci dziękuję, Nikolay. To była uczta intelektualna i ciekawapodróż, takie pisanie po kawałkach naszej codzienności. To był program „Dobrze powiedziane”w przestrzeni Multi.Life. Moim gościem był Nikolay Kirov. Bardzo Ci dziękuję.

NikolayKirov: Dziękuj

Opublikowano:
24/11/2025 13:41
.
‍.
Zobacz również
Mózg na sterydach. Jak AI zmienia sposób, w jaki się uczymy? - Róża Szafranek cz. 2

Microlearning, blended learning, metody zaczerpnięte z gamifikacji, narzędzia AI i nowe technologie a nawet… obserwacja popkultury do dyspozycji osoby, która chce rozwijać siebie i zespół pozostaje dziś potężny arsenał środków. Na czym konkretnie polegają i jak działają? Jak wybrać te, które faktycznie wspierają pozyskiwanie wiedzy w danym zespole? I wreszcie jaka jest rola rutyny i powtarzalności w ich wdrażaniu?

404: Dobrostan nie znaleziony
Misja: Rozwój w rozproszonej firmie

Szkolenie rozproszonych zespołów jest ogromnym wyzwaniem. A jednak firma Würth Polska Sp. z o.o. odnosi na tym polu sukcesy. Czym jest, stosowana przez nią, zasada 70-20-10? Jakie rozwiązania wspierają rozwój pracowników? W nowym odcinku cyklu Firma, która wspiera gościmy Annę Falkowską z firmy Würth Polska, doświadczoną managerkę, coachkę i profilerkę behawioralną.

Firma, która wspiera
Dobre i złe praktyki w onboardingu

W pierwszym odcinku nowego cyklu Firma, która wspiera dr Ewa Hartman rozmawia o sprawdzonych sposobach na skuteczny onboarding. Jej gościnią jest Maja Gojtowska obserwatorka trendów HR, konsultantka, trenerka, prowadząca szkolenia i webinary, autorka dwóch HR-owych bestsellerów książkowych.

Firma, która wspiera
A może Twój szef boi się psychologa?

O tym, dlaczego biurowa joga czy budka do medytacji to często tylko mały plaster na poważne problemy, o przyczynach i skutkach wypalenia, o dezinformacji i realnym wsparciu psychologicznym (nie tylko w firmach).

Dobrze powiedziane
Pokaż więcej